Jak skutecznie zwiększyć objętość włosów??

Autor: Agnesa o 16:06 6 komentarze
Witajcie :)

Dziś przedstawię Wam produkt, dzięki któremu już nie muszę zmagać się z problemem przyklapniętych włosów u nasady.
Moje włosy z natury są bardzo proste, grube do tego długie, a to wszystko razem powoduje, że są ciężkie. Na nic zdaje się suszenie głową w dół czy wyciąganie ich na dużą szczotkę, ponieważ efekt trwa max 2 h.
Przetestowałam już masę produktów, żeby te włosy, chociaż troszkę odbiły się od nasady.
Z doświadczenia powiem, że żadne spraye, szampony czy odżywki w moim przypadku nie podziałały.
Jedynie ten malutki, niepozorny produkt dał radę.


Loreal Professionel Super Dust, puder do włosów dodający objętości.
 Cena: 29,9 / 7g


Loreal Super Heroes Super Dust, puder dodający objętości. Uratuj swoją fryzurę przy pomocy pudru mineralnego, który nada jej więcej objętości. Jego działanie jest niczym podmuch modelującego wiatru we włosach. Dzięki niemu uzyskasz ekstrawagancką objętość.

Sposób użycia: Wstrząsnąć przed użyciem. Aplikować bezpośrednio na włosy lub na dłonie a następnie na długości lub końcówki włosów. Tapirować. Modelować włosy by uzyskać pożądaną objętość. 





Moja opinia:
Opakowanie przypomina solniczkę z jedną dziurką, dzięki czemu możemy bezpiecznie dozować ilość produktu, na pewno nie wyleci nam go za dużo. Puder ma kolor biały jest bardzo drobniutko zmielony, po wmasowaniu we włosy wogóle go nie widać (mam włosy  ciemne).
Ja go używam jedynie u nasady i wystarczy mi odrobinka, aby efekt był rewelacyjny. Co najważniejsze, włosy wyglądają naturalnie nie są sklejone, a utrwalone.
Mam włosy bardzo długie i grube, ale myślę, że ten produkt sprawdzi się również na krótkich i cienkich włosach. Jest on bardzo wydajny, tak jak pisałam wcześniej wystarczy tylko troszeczkę, aby zdziałał cuda. Puder poleciła mi fryzjerka, ale szczerze, mówiąc nie spodziewałam, aż tak dobrych rezultatów.
Dla mnie to HIT i ja już na pewno się z nim nie rozstanę.
Polecam przetestować ;)

AUSSIE SHINE Miracle maska do włosów

Autor: Agnesa o 21:07 2 komentarze
Dziś przedstawię Wam kolejny produkt, który zawędrował do mojego koszyka, podczas zakupów w Rossmanie. Jest to dla mnie nowość, ponieważ kosmetyków marki Aussie nigdy nie używałam. Wiele i ciągle o nich słyszałam, czytałam, ale powiem szczerze, że nigdy jakoś specjalnie mnie nie kusiły. Podczas łowów z dosyć sporą zniżką nabrałam ochoty wypróbowania czegoś nowego do moich włosów.

Wybór padł na maskę AUSSIE MIRACLE SHINE.


Cena: 23,99 /250ml



Producent napisał, że jest to “maska do włosów zmęczonych matowych, które aż proszą się o blask. Z ekstraktem z australijskiego żeń- szenia i pudrem perłowym”.

Zabrzmiało zachęcająco.
Moje włosy nie są zbyt wymagające. Są długie, ciężkie i przez to brak im objętości u nasady.
Jedyny, większy problem jaki mi sprawiają to, to, że jesienią i zimą straszliwie się elektryzują.
Maskę kupiłam z zamiarem, aby trochę je ujarzmić, ale również i sprawdzić ten obiecany przez producenta blask.






Moja opinia:
Opakowanie jak dla mnie bomba, bardzo wygodna aplikacja. Zapach przyjemny, natomiast nie utrzymuje się długo na włosach. Odżywkę nakładam od połowy włosów, czekam ok 5-10 min i spłukuję. Odradzam używanie jej na całą długość, a już na pewno nie na skórę głowy, sądząc po składzie efekt podrażnienia murowany. Natomiast przy aplikacji na całe włosy, akurat w moim przypadku pewny przyklap :/.
Maska zawiera silikony (silikony stosuję z umiarem), dzięki nim efekt jest natychmiastowy, a włosy są gładziutkie i miękkie. Zero problemu z rozczesywaniem.
Jeśli chodzi  o obiecany SHINE to nie jest on jakiś spektakularny, jakby to można było wywnioskować po opisie. Podobny blask otrzymamy przy użyciu innych masek w niższej cenie.
Jeżeli szukacie produktu, który dobrze dociąży i ujarzmi Wasze niesforne kosmyki to myślę , że będziecie zadowolone.
Ja na pewno zużyję ją w tym okresie jesienno-zimowym, kiedy moje końcówki elektryzują się w każdą stronę, a dzięki silikonom maska uchroni je przed uszkodzeniami mechanicznymi spowodowanymi grubymi kurtkami, czapkami czy szalikami:)

Czy kupię ponownie? Raczej nie, bo lubię testować nowości, ale zużyję z przyjemnością.

Maseczka L'Oreal rozświetlajaca 3 GLINKI + WĘGIEL

Autor: Agnesa o 10:54 4 komentarze
Witajcie! :)

Od słynnej promocji Rossmana minęło już sporo czasu, dlatego też udało mi się dość dobrze przetestować kilka nowości, które wtedy wpadły do mojego koszyka z rabatem -55% :D.

Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją maseczki do twarzy L'Oreal Paris Skin Expert jest to czysta glinka detoksytująco - rozświetlająca.
Marka wypuściła 3 rodzaje takich masek (rozświetlająca-czarna, oczyszczająca-zielona, wygładzająca-czerwona). Wcześniej nie miałam żadnej z nich, więc była to dla mnie nowość.
Prawdę mówiąc, chwilkę zastanawiałam się którą z nich wybrać dla siebie, ale po szybkim zerknięciu na opinię wybór padł na rozświetlającą (3 glinki +węgiel).



Cena: 34,99 zł  / 50ml (10 aplikacji)

Skład: 
Aqua, Kaolin, Montmorillonite, Lecithin, Polysorbate 20, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Ci 77499 / Iron Oxides, Oryza Sativa Starch / Rice Starch, Moroccan Lava Clay,  Charcoal Powder, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Xanthan Gum, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate, Polyglyceryl-10 Stearate, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Linalool, Limonene, Parfum


Moja opinia:
Przede wszystkim zacznę od tego, że mam skórę tłustą/mieszaną, bez większych problemów. Pierwsze na co zwrócimy uwagę to dosyć ładne opakowanie - solidny szklany słoiczek. Po otwarciu czuć dość mocny, specyficzny, perfumowany zapach. Konsystencja jest bardzo gęsta, więc jak dla mnie starczy na troszkę więcej niż 10 aplikacji. Dobrze się rozprowadza, nic nie kapie.
Przechodząc do najważniejszego, czyli działania to dla mojej skóry ta maseczka okazała się zachwycająca. Nie spodziewałam się, że aż tak się polubimy. Skóra po aplikacji była bardzo dobrze oczyszczona, gładziutka i wypoczęta.
Minus: po 3 użyciu efekt wow był coraz mniejszy (czyżby skóra przyzwyczaiła się do tego produktu...?). Rozwiązanie na to jest jedno, robić sobie małe przerwy i stosować ją na zmianę z innymi maskami.

Revlon Colorstay SPF 15 mieszana/tłusta, swatches, porównanie odcieni.

Autor: Agnesa o 11:19 8 komentarze
  
Podkład Revlon Colorstay do cery mieszanej i tłustej stosuje już dosyć długo. 
Polubiłam go przede wszystkim za to, ze długo utrzymuje się na mojej twarzy, nie ściera się i jak dla mnie wystarczająco kryje. 
Ratuje mnie latem w gorące dni, gdy inne podkłady dosłownie spływają z twarzy.
Nie stosuje go jednak codziennie, służy mi na dłuższe wyjścia np. w pracy kiedy jestem 12 h -  trzyma się świetnie. 

Aktualnie posiadam 5 odcieni: 


180 - sand beige, najbardziej nautralny, 
220 - natural beige, nie polubiłam go, jak dla mnie ma za dużo różowych tonów i wydaje się jaśniejszy niż 180,
250 - fresh beige, aktualnie używany przeze mnie i chyba najbardziej go lubię, pasuje do średniej opalenizny,
300 - golden beige, złocisty odcień, stosuje go przemiennie z poprzednikiem,
310 - warm beige, dla mojej cery jest chyba zbyt żółty, ale doskonale niweluje zaczerwienienia.  


Jeżeli macie problem z wyborem odpowiedniego koloru poniżej prezentuje swatche: 







Wyprzedażowe łupy :)

Autor: Agnesa o 12:24 11 komentarze
Hej :).
W niektórych sklepach wyprzedaże zaczęły się już przed świętami. Jednak tłumy przy kasach i przymierzalni nie zachęcały mnie do wielkiego buszowania. Mimo to, coś tam dla siebie udało mi się wynaleźć...




kolczyki H&M(2zł)  balsam do ust H&M(2zł) 

mgiełka Bershka 

torebka Mango 

koszula z baskinką Bershka 
 



 Nie jest to jednak koniec moich poszukiwań, niebawem wyruszam na drugą turę ;-D 

Ulubieńcy

Autor: Agnesa o 14:21 17 komentarze
Witam :)
Koniec roku 2013 zbliża się wielkimi krokami, dlatego też postanowiłam zrobić małe podsumowanie... Niektóre z przedstawionych niżej kosmetyków zdarzyło mi się kupić więcej niż dwa razy. Są to moje hity do których z przyjemnością wracam i z pewnością wrócę również w 2014 roku ;).

Tak przedstawia się moja lista:

1. Podkład REVLON COLORSTAY zliczając jest to moje 3 opakowanie, na zdjęciu jest  zmieniona nowsza wersja SPF 15 poprzednie wersje z SPH 6 były trochę zbyt ciężkie dla mojej cery, ale mimo to również je lubiłam 69 zł
2. Tusz MAX FACTOR FALSE LASH EFFECT moje 4 opakowanie, w miedzy czasie testowałam masę innych maskar jednak póki co, jedynie ten polubił się najbardziej  z moimi rzęsami :) 60 zł
3. Bronzer w kulkach LOREAL wersja dla brunetek; jest niesamowicie wydajny, na pewno do niego wrócę 50 zł 
4. Puder transparentny Rimmel Stay Matte; pewnie dobrze Wam znany, jednak jest moim odkryciem tego roku :) 20 zł
5. Krem rozjaśniający pod oczy SKINCODE; stosuje go od pól roku, ale już po pierwszym użyciu widać efekt subtelnego wybielenia pod oczami  130 zł (wart swojej ceny)
6. Krem do skóry ze skłonnością do rumienia i z rozszerzonymi naczynkami RUBORIL, jest świetny jeśli macie problem z zaczerwienioną skórą na policzkach, super sobie z tym radzi, kupiłam go pod wpływem bardzo dobrych ocen na wizażu 65 zł 



ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE W NOWYM ROKU !!! 

 

Recenzje, kosmetyki, zakupy Template by Ipietoon Blogger Template | by EG